- Może byś w końcu łaskawie wstał z tego łóżka i zrobił coś pożytecznego?! - kocham takie pobudki ze strony mojej mamy
Uniosłem lekko głowę żebym mógł na nią spojrzeć.
- Nie.
-Riker An... - przerwałem jej.
- Nawet nie kończ. - powiedziałem sucho.
- To dalej wstawaj gówniarzu!
Usiadłem na łóżku.
- Mam już 23 lata jakbyś nie zauważyła, uwierz, chce się stąd jak najszybciej wyprowadzić. - mówiłem poważnie.
- I chcesz zostawić swoje rodzeństwo? Nie pamiętasz jak razem się bawiliście? Riker, co się z Tobą dzieje?!
- Nie zauważyłaś, że mają mnie w dupie?! Ty też mnie tam masz. Tylko zgrywasz taką kochającą matkę. Spokojnie... Znajdę jakoś pracę albo znowu będziesz taka naiwna, że dasz mi pieniądze i jak najszybciej się stąd wyprowadzę! - po jej policzku spłynęła łza.
- Ale wstawaj na śniadanie.
- Mam tylko jedną prośbę
- Jaką? - jej oczy były pełne nadziei.
- Wyjdź i nigdy więcej mnie tak nie budź.
Popatrzyła się na mnie jeszcze przez chwilę, a następnie opuściła mój pokój. Ja natomiast jednym ruchem ręki przeczesałem swoje włosy i wstałem z łóżka. Podszedłem do swojej szafy, wybrałem na szybko ciuchy na dzisiaj i udałem się do łazienki. Ubrałem się w czarne jeansy, białą koszulę z Fall Out Boy. Następnie umyłem od razu zęby i bez żadnego ładu i składu ułożylem swoje włosy. Kiedy wyszedłem założyłem wysokie czarne Converse oraz chwyciłem swoją ulubioną czarną skórzaną kurtkę. Zapewne po jakże przemiłym śniadanku gdzieś wyjdę i wrócę dopiero wieczorem albo i nawet nad ranem. Tak, to normalne. Wychodząc z pokoju sprawdziłem J
jeszcze telefon. Akurat dostałem SMS od Dereka O treści "spotkajmy się tam gdzie zawsze za 20 minut. " pewnie ma jakąś sprawę. Nic mu nie odpisałem tylko zszedłem na dół na śniadanie.
- O.. Idzie nasz hrabia... - odezwał się Ross
- Masz z tym jakiś problem?!
- Riker do cholery uspokój się ! - krzyknął ojciec
- Nie.. - powiedziałem po cichu sam do siebie.
Nie odzywałem się przez całe śniadanie tylko zastanawiałem się o co może chodzić Derekowi. Czułem że Rydel patrzała się na mnie przez caly czas.
- Możesz przestać się na mnie gapić?! - wkurzyłem się.
- O Co Ci chodzi? Tylko się patrzę!
- Ale po jakiego chuja?! Wiesz jak to irytuje?! - Uniosłem się. Dziewczyna miała już oczy we łzach.
- No i co od razu ryczysz?! Płaczem niczego nie załatwisz moja droga! - krzyknąłem i wstałem
- Zostaw ją w spokoju - powiedziała mama. - gdzie Ty idziesz?
- Nie wiem. Jak najdalej stąd. - powiedziałem na luzie
- Riker... Może.. Pogadamy wszyscy razem... Jak.. Jak dawniej - mówiła nieśmiałe dziewczyna.
- To beze mnie. Mam was dosyć. - powiedziałem i wysłałem z domu trzaskając drzwiami.
Wyszedłem dość szybkim krokiem. Nie miałem do tego miejsca aż tak daleko. Zawsze spotykamy się w opuszczonej fabryce. Tam najlepiej. Po jakiś jak sądzę 15 minutach byłem na miejscu. Chłopak oczywiście już tam był.
- Chociaż raz... Nie możesz mi po ludzku odpisać i napisać, ze się spóźnisz?! - naskoczył na mnie.
- Em.. Nie. - odpowiedzialem. - to o Co chodzi?
- Pamiętasz może jak wspomniałem Ci kiedyś o tym, że jestem w gangu?
- Mówiłeś i co? - kolejna historia z gangu? Jakoś mnie to nie interesuje.
- Związku z tym, że u nas każdy się czymś zajmuje, a ja "przyprowadzam" ludzi którzy się nadają to..
- Przyjedź do rzeczy! - irytuje mnie takie coś.
- Chcesz dołączyć do nas - kuszące...
- Czemu akurat ja? - założyłem ręce na klatce piersiowej.
- Masz dobry, nawet bardzo dobry kontakt z ludzmi, którzy sprzedają narkotyki. Dobrze też kradniesz... Nie raz widziałam. Nie wiem jak tam z posługiwaniem się bronią ale to można wyrobić. - zrobił dłuższą przerwę i analizował moją reakcje. - To co? Wchodzisz w to?
- Jasne - powiedziałem bez zastanowienia.
- Jutro jedziemy tam do nich. Sonya musi Cię sprawdzić.
- Kto? Sonya?
- Tak. Ona zawsze sprawdza nowe osoby. Razem z bratem założyła ten gang. Więc jeśli będzie ci na początku dopierdalać to się nie przejmuj. Ona albo ktoś inny. A tylko to jutro spierdol to będziesz już miał przejebane. Udawaj obojetnego.
- Czyli...
- Czyli masz być taki jak dla swojej rodziny. - łatwizna.
-O której jutro? -zapytałem
- a bo ja wiem... Jakoś się zgadamy.
- Choć ze mną do Stana. Jakoś muszę ci się "odwdzięczyć " że mi to załatwiłes.
Tak, Stan to osoba od której załatwiłam narkotyki. Wyszliśmy z pomieszczenia, następnie pojechaliśmy samochodem Derek do określonego celu.
Po chwili już byliśmy na miejscu. Derek został w samochodzie a ja podeszlem do drzwi i zapukałem. Jak zawsze otworzyła mi jego dziewczyna, Jenna - wysoka dziewczyna o bladej karnacji i długich rudych włosach.
- O Riker.. Wejdź. Stan jest na górze - powiedziała jak zawsze miłym głosem.
- Dzięki
- Stan! - krzyknąłem. Po chwili chłopak stał już przy mnie
- Siema Rik. To co zawsze?
- Dzisiaj podwójne. - mówiłem z uśmiechem. Mężczyzna od razu podszedł do jakieś szafki, odkluczyl ją z a następnie wyjął 4 saszetki narkotyków
- To ile to będzie - zapytałem grzebiac w portfelu.
- Normalnie... To by było koło stówy, ale dla dobrego przyjaciela będzie Tylko 40 - klepnal mnie w ramie.
- No.. To ja rozumiem. - powiedziałem i podaliśmy sobie rękę na pożegnanie.
- Czesć Jenna - powiedziałem, a dziewczyna w odpowiedzi mnie przytuliła.
- Trzymaj - podałem Derekowi narkotyki.
- Dzięki stary !
- To co? Jutro mam się spotkać z twoim gangiem? A co jeśli im nie przypasuje? Jeśli Sa... - przerwał mi.
- Sonya.
- No właśnie, mnie nie przyjmie?
- Przede wszystkim musisz zapamiętać jej imię. Bądź chamski, jak zawsze do rodzeństwa. Bądź zdecydowany, widz czego chcesz. To już będzie wielkim plusem u niej. Nie zachowuj się sztywno. Jak tam będziemy to nie siedź jak na jakieś konferencji tylko jakbyś siedział u siebie w chacie - mówił na jednym tchu.
- To tyle ? Czy jeszcze więcej kurwa tych warunków?
- Nie. To wszystko. - tak... Tak mało warunków do spełnienia. Dam radę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nowy rozdział, tym razem pisany z perspektywy Rikera :3 mam nadzieję, że wam się spodobał ^^