poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 3

Wczoraj umówiłem się z Derekiem,  że mam być już gotowy na 6. Mamy dzisiaj jechać do tego gangu. Byłem tak ciekawy jak tam będzie, że o 5 byłem już gotowy.  Ubrałem się w czarne jeansy, białą koszulkę z nadrukiem i szarą rozpinana bluzę.  Włosy ułożyłem tak jak zawsze.  Teraz leżę siedzę na swoim łóżku i "bawię" się telefonem.  Jest teraz jakoś  5:28. Nagle zadzwonił mój telefon.  Był to Derek.
-jesteś gotowy?
- tak, a co?
-wychodź,  podjedziemy jeszcze w jedno miejsce.
Po skończonej rozmowie od razu zacząłem ubierać buty. Przy okazji chwyciłem słuchawki i włożyłem je do przedniej kieszeni.  Na sam koniec po ciuchu wyszedłem z domu aby nikogo nie obudzić.  Gdy dostrzegłem samochód Dereka od razu do niego wsiadłem.
- No ile można czekać?
Nie odpowiedziałem mu.
- Która jest godzina?  - sprawdziłem godzinę na swoim telefonie
-5:34 -mówiłem ziewajac
- Cholera...
- a co?  Coś się stało?
- Chciałem podejść do jakiegoś sklepu i kupić jedną rzecz ale raczej wszystko zamknięte.
- Ten sklep na rogu jest otwarty od 6.- mówiłem wymachując rękami drogę.
- No nie ważne.  Od razu pojedzie do Sonyi. Chcesz coś wiedzieć jeszcze ? - odpalił silnik i ruszyliśmy
- Powiedz mi co powinienem wiedzieć.
- Czyli tak... Jeśli Chodzi Ci o osoby.  Przede wszystkim unikaj Lucasa też nie zdziw się jak będzie coś mówił na twój temat.  Jest zajebiście chamski i jeśli go porządnie wkurwisz jest w stanie trafić ci kulką w łeb.  Mnie to znasz...  Thomas jest okej.  Jest to brat Sonyi.  Jeszcze jest Matt.  Moim zdaniem jest on tam zbędny...  Może pomaga w akcjach ale stara się ciągle przymilać do Sangster,  mówią że jest w niej zakochany.  Coś jeszcze chcesz wiedzieć?  - mówił wolno
- Nie...  Mów co jeszcze mam wiedzieć.
- Jest u nas parę śmiesznych zasad,  które są wymyślone przez Thomasa.  Przede wszystkim pomagamy sobie.  Jeśli jest jakaś akcja i ktoś jest w niebezpieczeństwie to staramy się wszyscy mu pomóc.  Nie grozimy sobie.  Jednak to wszystko mają w dupie,  a zwłaszcza Lucas i Sonya. Ostania zasady,  która jest moim zdaniem bez sensu... Oczywiście jest wymyślona przez Thomasa...  - zwolnił trochę i spojrzał się na mnie  - Nie zakochaj się w Sonyi.
- Em...  A co jeśli...  No ktoś by się zakochał?  - bez sensu.. 
- Chodzi mu o to,  że jeśli Sonya byłaby z którymś z nas mogło by to już nie być  to samo.
- Coś jeszcze?  - na chuj tyle tego wszystkiego...
- Zachowuj się i odzywaj się do nich jakbyś rozmawiał z rodzeństwem.  Jeśli jesteś no... Za dupowaty to cię wyrzucą.  Rozumiesz?  - pokiwalem twierdząco głową.
- Poczekaj kupię coś tylko.  - zatrzymał się i wysiadł z samochodu.  W pewnym momencie dostałem SMS od Rydel.  "gdzie Ty jesteś?! " zignorowałem to i odłożyłem telefon.  Nie mogłem się doczekać kiedy już tam będziemy.  Po chwili wrócił Derek.
- co kupiłeś?  - w odpowiedzi pokazał mi paczkę papierosów. - przecież ty nie palisz .
-To nie dla mnie - powiedział i jechaliśmy dalej.  Większość drogi jechaliśmy w ciszy.
- Nie wkurzy się,  że jesteśmy tak wcześnie?  - zapytałem
- I to bardzo,  specjalnie.
- Czemu? 
- Chce żebyś ją zobaczył wkurwioną.  Jesteśmy już.
Wsiedliśmy z samochodu.  Jej dom znajduje się prawie po drugiej stronie miasta.  Przed wejściem sprawdziłem godzinę.  Była  6:30.  Staliśmy przy drzwiach.  Derek chciał od razu wejść ale były zakluczone, więc zadzwonił dzwonkiem.  Czekaliśmy dość długo.  Po chwili otworzyła nam drzwi dość niska dziewczyna z czarnymi potarganymi włosami. Miała zielone końcówki.  Ubrana była w piżamę,  a na to miała szlafrok.
- Czego chcesz  ?  - zapytała . Od razu jej głos wydawał się taki szorstki.  - Masz jakąś konkretną sprawę?
- No...  Nie do końca.
- Nie?  To wypierdalaj!   - krzyknęła i trzasnela drzwiami.  Derek od razu je otworzył i weszliśmy do mieszkania.  Dziewczyna szła w stronę schodów.
- Gdzie jest Thomas  ? - zapytał
- Nie interesuje mnie to.
- Nie zauważyłaś,  że nie jestem tu sam?
- Szczerze?  Jebie mnie to. 
- Sonya...  - dziewczyna w odpowiedzi poszła na górę ale jeszcze po drodze wyciągnęła rękę do góry i pokazała środkowego palca.
- Zadzwonię po Matta i Lucasa.  - odezwał się Derek.
Ja natomiast stałem na samym środku nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Siadaj,  rozgosc się.  - powiedział jakiś chłopak. - Jestem Thomas 
- Ri.... - przerwał mi.
- Tak wiem,  Riker.  Derek ci już wszystko wytłumaczył?
- Tak.
- Oj czeka cię dzisiaj ciężki dzień. 
- Czyli?
- Moja siostra będzie cię sprawdzać czy się nadajesz.
- Serio?  To jest konieczne? - mówiłem lekcewaząco
- A co ty myślisz?  Że wszystkich na ślepo bierzemy? 
- No nie.
- No właśnie,  myśl czasem.
- Zaraz będzie - odezwał się mój przyjaciel.
- Kto?  - zapytał Thomas.
- No kto..  Lucas.
- Zajebiście...  - powiedział i poszedł do jakiegoś pomieszczenia. 
Siedzieliśmy w ciszy.  Nikt nie wiedział co mówić.  Nagle do mieszkania po prostu wbił jak sądzę Lucas.
- O...  Widzę,  że jakiegoś kolejnego fagasa przyprowadzieś.  - powiedział gdy
tylko mnie zobaczył. Po chwili po schodach zeszła już ogarnięta Sonya.  Miała ubrane czarne rurki, zwykły t-shirt oraz czarne trampki.
- Na chuj ty tutaj?  - zapytała podchodząc do nas.
- Dzwonili to jestem, koteczku - mówił dziwnym głosem.
- Nienawidzę cię.  - powiedziała i usiadła koło Dereka na kanapie. Siedziała idealnie naprzeciwko mnie.Chwile po niej przyszedł jej brat. 
- Ojej przestań mi już tak słodzić.
- Zamknij pysk  ! - krzyknęła
    Siedziałam na kanapie wkurwiona.  Po prostu go nienawidzę  ! Po chwili wstałam i podeszła do okna.  Oparłam się o parapet. Nagle odezwał się Derek.
- Sonya!  - odwróciłam się.  - łap. 
Rzucił mi paczkę papierosów.
- O dzięki  - powiedziałam i usiadłam na schodach i zapaliłam papierosa.  Kiedy tak siedziałam dostrzegłam leżący pod stolikiem na werandzie pistolet.  Od razu do niego podeszłam i wzięłam.  Usiadłam na podłodze.  Po chwili zaczęłam obracać go w rękach.  Sprawdziłam czy ma naboje. Tak,  ma.  Kiedy skończyłam papierosa to włożyłam pistolet do kieszeni i weszłam do pomieszczenia. Wróciłam dość szybko,  a już była kłótnia.  O dziwo tego nowego z Lucasem. Oparłam się plecami o ścianę i patrzałam na to wszystko z złożonymi rękami. Po chwili chłopak wstał do siedzącego Lucasa i przyłożył mu nóż do gardła.  Oho,  groźnie. Kiedy brunet podniósł ręce do góry,  nowy od niego odszedł. Duży błąd.  Lucas wykorzystał okazję i sam wstał i zdobił to samo.  Tylko prawie przewracając blondyna.
- Nikt nie będzie groził mi nożem! Rozumiesz?! 
- Mam to w dupie ! Zostaw mnie pojebańcu! - Lucas przyłożył nóż mocniej
- Teraz to kurwa przesadziłeś! - postanowiłam wkroczyć do akcji.  Nie chce żeby komuś coś się stało.  Chwyciłam pistolet do ręki. Szybko, ale cicho podeszłam do Lucasa, oczywiście podeszłam od tyłu.  Nie zauważył mnie.  Natychmiast chwyciłam jego włosy i z całej siły pociągnęłam do tyłu,  a następnie przyłożyłam pistolet do jego skroni.  Przez to puścił swój nóż,  który spadł na podłogę.
-Nie zrobisz tego...  Jesteś za słaba - mówił spokojnym głosem.
Odbezpieczyłam pistolet.
- Uuu...  Groźnie... 
Rozejrzałam się po wszystkich.  Thomas mierzył mnie wzrokiem i kręcił głową,  mimo że wiedział że tego nie zrobię.  Ten nowy miał skupiony wzrok na tym co robię.
- Jeszcze raz...  Będziesz tak groził nowej osobie to strzelę Ci to kulką w łeb!  - krzyknęłam i odepchnęłam go tak że prawie upadł  - skurwiel...
- Coś ty powiedziała?! 
- To co słyszałeś  ! - zaczął do mnie podchodzić a ja do niego.  Dostrzegłam,  że w prawej ręce znowu trzymał nóż,  a ja trzymałam pistolet.
- Dobra przestańcie już  ! - krzyknął Thomas. Próbował odsunąć ode mnie Lucasa kiedy powoli zaczęłam podnosić rękę. Jednak podchodziłam dalej.
- Riker  ! - krzyknął mój brat i kiwnął do niego w moją stronę.  Blondyn od razu do mnie podszedł i mocno chwytając mnie za ramiona zaczął mnie odsuwać.  Po chwili chwycił pistolet,  ktory wciąż trzymałam.
- A to już lepiej oddaj - powiedział z lekkim uśmiechem. Nie chciałam go puścić więc po chwili wyrwał mi go siłą i podał mojemu bratu.
- Skąd go masz?  - zapytał Thomas
- Nie będę ci się tłumaczyć.  - posiedziałam i udałam się do mojego pokoju. Postanowiłam jak na razie za szybko z niego nie wychodzić.

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 2

- Może byś w końcu łaskawie wstał z tego łóżka i zrobił coś pożytecznego?! - kocham takie pobudki ze strony mojej mamy
Uniosłem lekko głowę żebym mógł na nią spojrzeć.
- Nie.
-Riker An...  - przerwałem jej.
- Nawet nie kończ. - powiedziałem sucho.
- To dalej wstawaj gówniarzu! 
Usiadłem na łóżku.
- Mam już  23 lata jakbyś nie zauważyła,  uwierz, chce się stąd jak najszybciej wyprowadzić. - mówiłem poważnie.
- I chcesz zostawić swoje rodzeństwo?  Nie pamiętasz jak razem się bawiliście? Riker,  co się z Tobą dzieje?! 
- Nie zauważyłaś,  że mają mnie w dupie?! Ty też mnie tam masz.  Tylko zgrywasz taką kochającą matkę.  Spokojnie...  Znajdę jakoś pracę albo znowu będziesz taka naiwna,  że dasz mi pieniądze i jak najszybciej się stąd wyprowadzę!  - po jej policzku spłynęła łza.
- Ale wstawaj na śniadanie.
- Mam tylko jedną prośbę 
- Jaką?  - jej oczy były pełne nadziei.
- Wyjdź i nigdy więcej mnie tak nie budź. 
Popatrzyła się na mnie jeszcze przez chwilę,  a następnie opuściła mój pokój.  Ja natomiast jednym ruchem ręki przeczesałem swoje włosy i wstałem z łóżka.  Podszedłem do swojej szafy, wybrałem na szybko ciuchy na dzisiaj i udałem się do łazienki.  Ubrałem się w czarne jeansy, białą koszulę z Fall Out Boy. Następnie umyłem od razu zęby i bez żadnego ładu i składu ułożylem swoje włosy.  Kiedy wyszedłem założyłem wysokie czarne Converse oraz chwyciłem swoją ulubioną czarną skórzaną kurtkę.  Zapewne po jakże przemiłym śniadanku gdzieś wyjdę i wrócę dopiero wieczorem albo i nawet nad ranem.  Tak,  to normalne.  Wychodząc z pokoju sprawdziłem J
jeszcze telefon. Akurat dostałem SMS od Dereka O treści "spotkajmy się tam gdzie zawsze za 20 minut. " pewnie ma jakąś sprawę. Nic mu nie odpisałem tylko zszedłem na dół na śniadanie. 
- O..  Idzie nasz hrabia...  - odezwał się Ross
- Masz z tym jakiś problem?! 
- Riker do cholery uspokój się  ! - krzyknął ojciec
- Nie..  - powiedziałem po cichu sam do siebie.
Nie odzywałem się przez całe śniadanie tylko zastanawiałem się o co może chodzić Derekowi. Czułem że Rydel patrzała się na mnie przez caly czas.
- Możesz przestać się na mnie gapić?!  - wkurzyłem się.
- O Co Ci chodzi?  Tylko się patrzę! 
- Ale po jakiego chuja?!  Wiesz jak to irytuje?!  - Uniosłem się. Dziewczyna miała już oczy we łzach. 
- No i co od razu ryczysz?!  Płaczem niczego nie załatwisz moja droga!  - krzyknąłem i wstałem 
- Zostaw ją w spokoju - powiedziała mama.  - gdzie Ty idziesz?
- Nie wiem.  Jak najdalej stąd.  - powiedziałem na luzie
- Riker...  Może..  Pogadamy wszyscy razem...  Jak..  Jak dawniej - mówiła nieśmiałe dziewczyna.
- To beze mnie.  Mam was dosyć.  - powiedziałem i wysłałem z domu trzaskając drzwiami.
Wyszedłem dość szybkim krokiem. Nie miałem do tego miejsca aż tak daleko.  Zawsze spotykamy się w opuszczonej fabryce.  Tam najlepiej.  Po jakiś jak sądzę 15 minutach byłem na miejscu. Chłopak oczywiście już tam był.
- Chociaż raz...  Nie możesz mi po ludzku odpisać i napisać, ze się spóźnisz?!   - naskoczył na mnie.
- Em..  Nie.  - odpowiedzialem.  - to o Co chodzi?
- Pamiętasz może jak wspomniałem Ci kiedyś o tym,  że jestem w gangu?
- Mówiłeś i co?  - kolejna historia z gangu?  Jakoś mnie to nie interesuje.
- Związku z tym,  że u nas każdy się czymś zajmuje,  a ja "przyprowadzam" ludzi którzy się nadają  to.. 
- Przyjedź do rzeczy!  - irytuje mnie takie coś.
- Chcesz dołączyć do nas  - kuszące...
- Czemu akurat ja?  - założyłem ręce na klatce piersiowej.
- Masz dobry,  nawet bardzo dobry kontakt z ludzmi, którzy sprzedają narkotyki.  Dobrze też kradniesz...  Nie raz widziałam.  Nie wiem jak tam z posługiwaniem się bronią ale to można wyrobić.  - zrobił dłuższą przerwę i analizował moją reakcje.  - To co?  Wchodzisz w to?
- Jasne - powiedziałem bez zastanowienia.
- Jutro jedziemy tam do nich.  Sonya musi Cię sprawdzić.
- Kto?  Sonya? 
- Tak.  Ona zawsze sprawdza nowe osoby.  Razem z bratem założyła ten gang.  Więc jeśli będzie ci na początku dopierdalać to się nie przejmuj.  Ona albo ktoś inny. A tylko to jutro spierdol to będziesz już miał przejebane. Udawaj obojetnego. 
- Czyli... 
- Czyli masz być taki jak dla swojej rodziny. - łatwizna.
-O której jutro?  -zapytałem
- a bo ja wiem... Jakoś się zgadamy.
- Choć ze mną do  Stana.  Jakoś muszę ci się "odwdzięczyć " że mi to załatwiłes.
Tak,  Stan to osoba od której załatwiłam narkotyki.  Wyszliśmy z pomieszczenia, następnie pojechaliśmy samochodem Derek do określonego celu.
Po chwili już byliśmy na miejscu.  Derek został w samochodzie a ja podeszlem do drzwi i zapukałem.  Jak zawsze otworzyła mi jego dziewczyna,  Jenna - wysoka dziewczyna o bladej karnacji i długich rudych włosach.
- O Riker..  Wejdź.  Stan jest na górze - powiedziała jak zawsze miłym głosem.
- Dzięki
- Stan!  - krzyknąłem. Po chwili chłopak stał już przy mnie
- Siema Rik.  To co zawsze?
- Dzisiaj podwójne.  - mówiłem z uśmiechem. Mężczyzna od razu podszedł do jakieś szafki,  odkluczyl ją z a następnie wyjął  4 saszetki narkotyków 
- To ile to będzie  - zapytałem grzebiac w portfelu.
- Normalnie...  To by było koło stówy,  ale dla dobrego przyjaciela będzie  Tylko 40 - klepnal mnie w ramie.
- No..  To ja rozumiem.  - powiedziałem i podaliśmy sobie rękę na pożegnanie.
- Czesć Jenna - powiedziałem,  a dziewczyna w odpowiedzi mnie przytuliła.
- Trzymaj  - podałem Derekowi narkotyki.
- Dzięki stary  !
- To co?  Jutro mam się spotkać z twoim gangiem?  A co jeśli im nie przypasuje?  Jeśli Sa...  - przerwał mi.
- Sonya. 
- No właśnie,  mnie nie przyjmie?
- Przede wszystkim musisz zapamiętać jej imię.  Bądź chamski, jak zawsze do rodzeństwa.  Bądź zdecydowany,  widz czego chcesz.  To już będzie wielkim plusem u niej.  Nie zachowuj się sztywno.  Jak tam będziemy to nie siedź jak na jakieś konferencji tylko jakbyś siedział u siebie w chacie - mówił na jednym tchu.
- To tyle ? Czy jeszcze więcej kurwa tych warunków? 
- Nie.  To wszystko.  - tak...  Tak mało warunków do spełnienia.  Dam radę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nowy rozdział,  tym razem pisany z perspektywy Rikera  :3 mam nadzieję,  że wam się spodobał  ^^

czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 1

Wiatr mocno łomotał  w okno. Deszcz delikatnie spływał z mojego okna. Wszyscy w piątkę siedzieliśmy w naszym domu. Wszyscy palili skręty, a tylko ja paliłam normalnego papierosa. Nigdy nie mam zamiaru brać narkotyków. Za dużo widziałam co one robią z człowiekiem.
- Więc musimy wykombinować jak załatwić tego więcej - powiedział mój brat wstając.
- Jak jesteś taki mądry to to załatw - odezwał się Derek. 
- Byś załatwił nowe osoby jak zawsze, a nie tylko gadasz - powiedział oschle
- Spokojnie.... Lada moment kogoś wam załatwię.
- No ja myślę - powiedziałam wyrzucając papierosa - Tylko wiesz... taki który się nada, a nie który cię przekupił.
- Daj se spokój. Też byś coś załatwiła, a nie tylko umiesz gadasz.
Podeszłam do niego. Siedział na kanapie. Byłam od strony jego pleców. Mocno złapałam  jego gęste czarne włosy i gwałtownie pociągnęłam do tyłu.
- Każdy ma swoje zadanie. Ty się do tego zobowiązałeś. Coś Ci nie pasuje to wypierdalaj! - powiedziałam na końcu pchając jego głowę do przodu puszczając przy tym jego włosy.
Poszłam do kuchni.  Pierwsze co zrobiłam to podeszłam do lodówki i chwyciłam puszkę Sprite. Gdy wróciłam każdy zmierzył mnie wzrokiem, a ja jakby nigdy nic usiadłam i napiłam się napoju. 
- Nie uczono cię, że gościom też się zawsze coś proponuje?!  - naskoczył na mnie Lucas.
Pokazałam mu środkowy palec.
- Dalej zapierdalaj do kuchni i coś przynieś!  - udzielił się mój brat.
- Masz ręce i nogi?!  Sam se kurwa idź do kuchni i przynieś!  - wkurwiłam się.
- Uważaj na słowa! Bo jak zaraz wstanę to..  - wstaliśmy w tym samym momencie.
- To co?  - zaczęłam się do niego przybliżać.  - przypierdolisz mi?! Proszę bardzo!
- Sama się o to prosisz!  - krzyknął trzymając rękę w górze.
- Dobra,  przestańcie już. - odezwał się dotąd milczący Matt.
- Yhym.  - mruknęłam i zaczęłam ubierać kurtkę 
- A ty gdzie gdziesz?  - zapytał Derek
Nie odezwałam się.
- wiesz..  Planujemy gdzieś coś ukraść i mieliśmy o tym gadać bo nie wiemy gdzie, a ty zawsze masz pomysły.  - odwróciłam się do niech i oparłam się o ścianę.
- Hm...  Ostatnio zauważyłam,  że w tym markecie gdzie jest dużo sklepów między innymi spożywczy i z ciuchami, no ten koło naszego miejsca nie ma kamer.  W tyn spożywczym jest tylko jedna osoba sprzedająca, która ma wyjebane na wszystko więc...  Tam będzie dość łatwo.
- To co?  Kiedy idziemy?  - zapytał Thomas,  tak mój brat ma na imię Thomas.
- Nie wiem.  Szczerze mówiąc można nawet i teraz. 
- No to chodźmy!  - krzyknęli i zaczęli się ubierać.
Po chwili znajdowaliśmy się w samochodzie.  Oczywiście prowadził Derek.
- Musimy uzgodnić kto co zgarnia.  - odezwałam się
- Derek może jak zawsze czyli jakiś alkohol.  Reszta jak zobaczy coś drogiego to niech od razu bierze.  - uzgodnił Thomas.
- Okej - odezwałam się
Po 15 minutach byliśmy już na miejscu. 
- każdy wie co ma robić?  - zapytał Lucas
- Oczywiście - odpowiedziałam.
Jako pierwsza wyszłam z samochodu.  Jakby nigdy nic przywitałam się ze sprzedawczynią. Wzięłam koszyk. Następnie rozglądałam się za rzeczami i co jakiś czas pierwsze złapane przedmioty znalazły się w moim koszyku. Czułam,  za chłopacy gapili się na mnie. Uznałam,  że nie ma nic ciekawego więc podeszłam do kasy i zapłaciłam za zakupy.  Po chwili byłam przy samochodzie.
- Co masz ?- zapytał Lucas
- jeszcze nic.  Tam są działy z odzieżą.  Wejdę tam i coś zgarnę.
- Weź scyzoryk,  przyda się.
Przechwyciłam od niego rzecz, którą schowałam do głębokiej kieszeni i szybko ruszyłam w stronę sklepu.  
Gdy byłam już w danym miejscu zaczęłam rozglądać się za jakimiś fajnymi koszulkami.  Znalazłam parę w dodatku w moim rozmiarze.  Zabrałam 5  rzeczy żeby nie było, że wyszłam z pustymi rękami i udałam się do przymierzalni.  Nawet tego nie przymierzałam tylko od razu wyciągnęłam scyzoryk i zrobiłam małą dziurkę naokoło klipsa a następnie go wyjęłam.  Nie zajęło mi to długo czasu.  Klipsy wrzuciłam za małe krzesło.  Owe koszulki schowałam głęboko do kieszeni a pozostałe 3 wychodząc ze sklepu przy okazji odwiesiłam.  Nigdy nie czułam się dobrze kradnąc rzeczy i najchętniej teraz bym je oddała ale nie mogę...  Gdy wróciłam do samochodu bez słowa do niego wsiadłam i pojechaliśmy tym razem do domu Derek.
Kiedy wróciliśmy do domu od razu każdy wyciągał swoje zdobycze.  Ja jak zawsze ledwo po wejściu do domu zapaliłam papierosa.
-Musisz zawsze palić w domu?  - doczepił się któryś z chłopaków.
-Masz jakiś problem?
- Tak.  Smierdzi tym gównem w całym mieszkaniu.
Nie chciałam być już złośliwa dlatego zgasiłam papierosa i od razu poszłam do swojego pokoju.  Wyciągnęłam nowe rzeczy i włożyłam byle jak na do szafy.  Wyciągnęłam swój telefon,  byla 18. Jeszcze jest okej.
Wzięłam pierwszą lepszą książkę. Następnie ułożyłam sie wygodnie na łóżku i zaczęłam ją czytać.  Pomimo tego jaka jestem kocham czytać książki. 
Po może 2 godzinach wyszłam do nich. Pierwsze co zobaczyłam puste saszetki po narkotykach oraz puste butelki po piwie.
Zajebiście.
Postanowiłam zrobić tylko jedną rzecz.
- Wypierdalać ale już!  - wydarłam się na całe gardło
- Pojebało ?! - zapytał Derek
- Was pojebało!  Nie chce was tutaj widzieć w takim stanie!
Zaczęłam podnosić wszystkich po kolei na równe nogi. Otworzyłam drzwi.  Po kolei wypchnęłam każdego za drzwi  ( nie licząc mojego brata, który wyjątkowo nic nie brał ani nie pił). 
- Wkurwiają mnie.  - wyszeptałam.
- Szczerze mówiąc mnie powoli też.  - zignorowałam to.
- Wiesz co?  Gadaliśmy o tym nowym co ma do nas dołączyć. Z tego co mówił Derek to może się nadać ale..
- Pod jakim względem " nadać "? - zrobiłam nacisk na ostatnie słowo.
- Pod kątem,  że ma dostęp do ludzi, którzy sprzedają narkotyki... Podobno też dobrze kradnie.
- A jakie ale?  - byłam zainteresowana tym co do mnie mówi.
- No..  Po jego wyglądzie nie można tego powiedzieć.  Ma..


- Czyli? - lubię mu przeszkadzać kiedy coś mówi
- Daj mi kurwa dokończyć! Ma blond włosy z dość długą grzywką... Ma piwne oczy i jest wysoki
Podniosłam jedną brew.
- wiesz.. To tylko wygląd... - udawałam, że mnie to nie rusza.
- Tia.. - chciałam wyjść z pokoju.
- Gdzie ty idziesz?
- Do pokoju. - powiedziałam sprawdzając godzinę w telefonie.
- Pogadajmy jeszcze.
Usiadłam naprzeciwko niego.
- Tęsknisz czasem za rodzicami? - zapytał zakładając ręce na klatce piersiowej.
- Jeśli już to za mamą. Za nim wcale. A Ty?
- Ja tak samo. - poprawił włosy
- Czemu w ogóle założyliśmy ten gang? - zapytałam patrząc się wprost na niego.
- Pamiętasz jak kiedyś opowiadałem, że idąc ulicą widziałem taki duży gang? Siedzieli na jednej z ulic i pili alkohol? Niektórzy z nich uciekali ze sklepów bo coś ukradli? Chciałem być jak oni. Gdy już Ci o tym powiedziałem to też od razu chciałaś i się zaczęło. Nie żałuję tego.
Westchnęłam.
- A ty żałujesz? - kontynuował
- Mimo, że średnio lubię kraść, bo jak wiesz mam potem zajebiste wyrzuty sumienia która po paru godzinach przechodzą to nie. Nie żałuję.
- No ja myślę.
Wstałam, a mój brat zaraz po mnie.
- Ile lat ma ten chłopak?
- Jaki ? - nie zaczaił.
- No ten... Ten blondyn co do nas dołączy...
- A ten.. 23? O ile dobrze pamiętam.
- A jak się nazywa.
- Riker Lynch.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam, przybywam z pierwszym rozdziałem ;33 Mam nadzieje, że masz się spodoba :D